Czasem trzeba po prostu coś zrobić i już. A Olek i jego rodzina potrzebowali pomocy. O wszystkim możecie przeczytać tutaj . Ze starej grupy przyjaciół, jeżdżących onegdaj namiętnie do Srebrnej Góry na Forty – kto mógł, ten stawił się na nagraniu płyty, z której dochód miał być przeznaczony na tą pomoc właśnie. A że ja nie mogłam uczestniczyć w nagraniu, to zrobiłam coś innego, co umiem – wyjątkową okładkę na płytę, a w zasadzie serię limitowaną.
Jest tam miejsce i na autografy wszystkich wykonawców…
…i na zatrzymane w czasie “okruszki” srebrnogórskich pór roku.
Kochany blogu. Tak sobie myślę, że możesz być na mnie zły. No ja bym była jakby się ktoś do mnie nie odzywał ponad rok… Jak się zacznę tłumaczyć, że pracy miałam dużo, że zmiany wielkie, że UFO mnie porwało, to i tak nie uwierzysz. Więc nie będę się tłumaczyć, ewentualnego focha zniosę dzielnie i obiecuję publicznie, że już cię nie zaniedbam więcej. Naprawdę! Jak boniedydy!:) Na przeprosiny zrobiłam ci ciasto ze śliwkami- całą blaszkę!
Nowy pomysł ma w przedziwny, niewytłumaczalny dla mnie sposób, niezwykłą siłę rażenia. Prawie zawsze , gdy tylko uda mi się wykonać jakiś udany prototyp z nowym wzorem, pojawia się ktoś, kto właśnie ta kartkę chce w takiej lub tylko nieznacznie zmienionej formie. Naprawdę nie wiem na czym to polega, ale działa. Tym razem padło na drzewko – aż dwie pary dały się nim “zaczarować”. W pierwszym przypadku zdecydowaliśmy się na perłowy embossing na perłowym papierze, a dodatkowo pojawił się piękny kolor jasnej wiosennej zieleni.
Droga para – to platynowe drzewko, a papiery – ecru ze złotym połyskiem, białe złoto i czekoladowy brąz.
Śluby wkrótce. A potem….mówi Pismo: “Po owocach ich poznacie…”:)
I wcale nie chodzi o tą piosenkę. Chodzi o kartkę urodzinową dla bardzo szczególnej osoby. A było tak- zbliżały się urodziny, a ja jedyne co wiedziałam to to, że nic co do tej pory zrobiłam nie pasuje do tej osoby. Żadne ozdobniki, fiku- miku czy wstążeczki. To miało być trafione w dychę. Właśnie! Trafione! A przecież jubilat ma z tym trafianiem trochę do czynienia…:) I już poszło: dziury po kulach, tarcza strzelnicza, czerwone jak krew punkty na sylwetce. I każde trafienie w konkretne, ściśle określone miejsce opisane adekwatnym życzeniem.
Na razie został wykonany tylko jeden egzemplarz tej kartki, ale kto wie…może kogoś jeszcze ustrzelę? Kiedyś?…:)
Ostatnio ciągnie mnie albo w rejony bajecznie barwne, albo jednokolorowe. Dzisiaj kolor perłowy w roli głównej. Połączenie tego właśnie papieru z tym konkretnym kolorem embossingu daje w rezultacie coś niezmiernie subtelnego. Do tego albo jeden kryształek większy, albo trzy drobinki.
Jedno z nich powstało jako prototyp zaproszenia ślubnego, drugie- z okazji komunii. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby zamieniły się miejscami, albo znalazły sobie całkiem inną okoliczność do zaistnienia. Ważne, żeby patrzeć na nie uważnie i z bliska…
Jeśli połączyć obraz kwitnącej, delikatnej gałązki drzewa owocowego z faktem narodzin dziecka, to połączenie takie niesie za sobą niezwykle sugestywny ładunek symboliczny. Dlatego ta kartka w dwóch kolorach, nanoszonych na każdy kwiatek maleńkim pędzelkiem. Przy symbolach nie trzeba mówić za dużo – mówią same za siebie. Więc już nic nie mówię.
Jednak muszę coś jeszcze powiedzieć – ten wzór powinnam kiedyś wykorzystać na zaproszeniu ślubnym! A teraz już buzia na kłódkę:)
Uwielbiam to jajo! Kiedy zobaczyłam je pierwszy raz od razu postanowiłam zdobyć kontakt do twórcy. Robi je Dorotka- eteryczna jak mgła. Surowość szamotu i przezroczystość szkła. Ja tylko pakuję je w pudełeczko – najlepiej w czarne, ale inne kolory tez się zdarzają. Nie ma co długo się rozpisywać- to jest jajeczko do oglądania. Zatem od szczegółu do ogółu:
Wzór na wieczku może być taki lub całkiem inny lub…wcale może go nie być…
To tylko niektóre kolory. Zawsze można je zmienić. Zresztą te pudełeczka świetnie sprawdzają się nie tylko w połączeniu z jajkiem – była w nich i biżuteria, i kolorowe kulki do kąpieli i ręcznie robione praliny…cuda, mówię Wam:)
Przedstawiam Państwu kraszanki – werble- tadaaaaam! Uwielbiam je robić, a niestety nie zawsze mam na to czas. Najpierw zdobywanie jaj:- tylko najpiękniejsze i największe. Ideałem są indycze od Pana Ryszarda:). I robienie wydmuszek…płuca jak Louis Armstrong! Potem zdobywanie barwnika- wielokrotne wyprawy do supermarketów i czyszczenie skrzynek z cebulą- normalnie powinni mi płacić za porządki, tak sądzę. Z łusek cebulowych mam piękny czerwono-brązowy, głęboki kolor. Czasem na jesieni przygotowuję też partię jaj w dwóch odcieniach brunatnego brązu- dzięki olchowej korze i liściom orzecha włoskiego. Ale cebula rządzi! Potem barwienie – gumowe rękawice, strzykawka i wielki gar ciemnej mazi w której trzeba “utopić” niesforne puste wydmuszki. No mówię Wam- cały dzień w plecy. A jak już zabarwione wyschną – wtedy wydrapywanie wzoru. W tym roku zamierzam wreszcie zadbać kraszankowo o siebie – mam w domu nad stołem taki metalowy kosz do którego wkładam sezonowe dekoracje i tym razem będzie to kilkadziesiąt kraszanek. Taki mam plan. Tylko czy dam radę…
Często te kraszanki wędrują do firm jako wyjątkowe prezenty w maleńkich pudełeczkach, albo zbiorowo w drewnianej skrzyneczce, albo w maleńkich sizalowych gniazdkach do dekoracji gabinetu.
Zbliża się Wielkanoc. Nieuchronnie. Odkurzyłam więc różne swoje jajcarskie realizacje (wcale nie papierowe tym razem) i pomału je będę Wam przedstawiać. Na początek tuningowane jaja przepiórcze
Tuning polegał na dodaniu do naturalnych plamek na przepiórczym jajeczku plamek złotych i miedzianych. Nieregularnych, przypadkowych…tak jak w naturze.
Każde jajko w swoim własnym gniazdku. W przypadku tej realizacji firma zamawiająca bardzo, ale to bardzo pragnęła już wiosennych kolorów. Proszę bardzo! A ponieważ zajmowała się ( no- jeszcze nadal się zajmuje) tworzeniem systemów dedykowanych konkretnemu klientowi i zawsze stawiała na oryginalność, to słówko właśnie “oryginalność” miało zaistnieć w pomyśle i dołączonym tekście. Znalazło się zatem – trzy zielone gniazdka z normalnymi przepiórczymi jajeczkami (same w sobie są piękne), a jedno gniazdko pomarańczowo-czerwone z “ulepszonym” jajkiem. Do tego metka “Oryginalność wyróżnia”. I już:) A na moje prawie złote jajeczko lubię patrzeć z bliska…
Najnowsze komentarze